środa, 21 październik 2009

Unia nie może zapominać o obszarach biedy i niepokoju - rozmowa z laureatem Nagrody Dziennikarskiej Parlamentu Europejskiego

Laureat tegorocznej Nagrody Dziennikarskiej Parlamentu Europejskiego w kategorii radiowej, dziennikarz Radia Szczecin Zbigniew Plesner, mówi w wywiadzie dla Serwisu Prasowego PE o kulisach swojej pracy.

Zbigniew Plesner podczas uroczystości wręczenia 
Nagrody Dziennikarskiej PE w Brukseli 
Zbigniew Plesner podczas uroczystości wręczenia
Nagrody Dziennikarskiej PE w Brukseli

Serdecznie gratuluję Panu zdobycia Nagrody Dziennikarskiej Parlamentu Europejskiego. Kiedy pierwszy raz usłyszał Pan informację o swoim sukcesie sprawiał Pan wrażenie zaskoczonego...

Byłem bardzo zaskoczony. Mój reportaż wysłałem na konkurs z przekory. Wydawało mi się, że trafią tam głównie materiały wychwalające działania Unii Europejskiej, tymczasem audycja o likwidacji Stoczni Szczecińskiej jest pełna gorzkich słów pod adresem Brukseli. Okazało się jednak, że także inne nagrodzone materiały były dość krytyczne w stosunku do działań unijnych instytucji. To wskazuje, że jury kierowało się względami merytorycznymi, a nie politycznymi przy ocenie prac.

A co zwróciło uwagę jury na Pański materiał?

Radio to sztuka pokazywania emocji, a w tym materiale emocje słychać w każdej niemal minucie. Oczywiście, tłumaczenie nie oddaje wszystkiego [materiały oceniało międzynarodowe jury], ale samo brzmienie słów wypowiadanych przez bohaterów daje pojęcie o ich uczuciach.

Jeden z członków jury powiedział mi, że już po pierwszym przesłuchaniu materiału wiedział, że to ten reportaż zdobędzie nagrodę.

"Do trzech razy sztuka" to opowieść o dramacie pracowników upadającej stoczni szczecińskiej. Ale chyba także o tym, jak ludzie dowiadują się, jaki wpływ na ich życie ma prawo ustanawiane w Brukseli?

Kiedy stoczniowcy pojechali do Brukseli na demonstrację pod siedzibę Komisji Europejskiej byli przekonani, że sprawcą ich nieszczęścia jest Unia Europejska. Wtedy jeszcze nie wiedzieli, że Polska zaniedbała pewne sprawy w czasie negocjacji członkowskich, nie wywalczyła specjalnych rozwiązań dla przemysłu stoczniowego.

Gdyby od początku ta perspektywa unijna była zachowana, być może proces zmian w stoczniach byłby mniej bolesny.

Ale ważne jest też zestawienie dwóch perspektyw - perspektywy urzędników, pracujących w doskonałych warunkach w Brukseli i stoczniowców, którzy walczą o swoją egzystencję, o to czy będą mieli za co wyżywić swoje rodziny. W Europie cały czas są obszary biedy i niepokoju, nad istnieniem których nie można przejść obojętnie.

A jak dzisiaj wygląda portret emocji stoczniowców ze Szczecina?

Teraz emocje ucichły, a pojawiły się refleksje. Pytania, czy władze kraju dopełniły wszystkich obowiązków dla ratowania stoczni.

Charakterystyczne jest to, że dzisiaj pracownicy innych likwidowanych zakładów domagają się takich samych osłon socjalnych, z jakich mogli skorzystać stoczniowcy. I chyba to, w jaki sposób starano się ograniczyć negatywne skutki likwidacji stoczni dla ludzi jest strumyczkiem dobra w tym potoku złych rzeczy.

 .